wtorek, 6 maja 2014

Wpis 2.

Dzisiejszy dzień był okropny. Jak zresztą każdy inny. Ale ten był wyjątkowo zły. Jak już wcześniej wspominałam nie jestem zbyt lubiana w szkole. Dzisiaj się w tym upewniłam.

Na w-f''ie źle się poczułam. Ze względu na mój stan zdrowia uznałam, że lepiej bd jak usiądę. Tak też zrobiłam. Nie minęła minuta a już dziewczyny z klasy zaczęły to komentować i najzwyczajniej obrabiać mi tyłek. Było mi tym bardziej przykro, że robiły to tak blisko mnie, że wszystko słyszałam. Nie poczułam się zbyt miło. Nikt nie lubi być obgadywany w negatywny sposób. A zwłaszcza ja. Wiem, że nie jestem osobą wartą zakolegowania się, ale mimo wszystko takie zachowanie innych boli i to nawet bardzo.

Zawsze byłam gdzieś tam na końcu łańcucha pokarmowego w szkole. W podstawówce i w gimnazjum też. Boję się, że w liceum będzie jeszcze gorzej. Chciałabym się zmienić, ale już raz próbowałam i nie skończyło się to zbyt dobrze. Najzwyczajniej w świecie zostałam pobita. Przez miesiąc nie chodziłam do szkoły bo byłam w szpitalu. Teraz po prostu boję się postawić. Staram się robić to zawsze, ale nie zawsze odwaga mi na to pozwala. Nie oszukujmy się. Jestem tchórzem. Cholernym tchórzem. 

Skoro już mówimy o moich lękach. Boję się również rozmowy. Niezbyt lubię się zwierzać innym. Zwłaszcza rodzinie. Miałam jedną osobę, której mogłam powiedzieć wszystko. O wszystkim pogadać. Bezgranicznie jej ufałam. Miał na imię Mirek. Znaliśmy się od przedszkola. Przez ponad 2 lata byliśmy wyjątkowo blisko. Inni powiedzieliby, że byliśmy parą, ale my nie chcieliśmy siebie tak nazywać. Oboje baliśmy się, że kiedy będziemy nazywać siebie parą to wszystko się pokruszy. Niestety umarł 3 dni przed wigilią. Ale myślę, że na niego poświęcę osobny wpis, bo jest dużo do pisania. 

Tak się zastanawiam po co piszę tego bloga. Chyba dlatego, że zastępuje mi słuchacza. Osobę, której się wyżalę. Kiedy piszę coś na tym blogu, to mam wrażenie, że est mi trochę lżej. Piszę też tutaj, bo wiem, że żaden ze znajomych czy rodziny tego nie znajdzie i nie przeczyta. Jeśli w ogóle ktoś to przeczyta to będzie to osoba mi obca. 

Zapomniałam o czymś napisać w pierwszym wpisie a jest to dość istotne. Ostatnio mój świat zmienił się diametralnie. 
Jestem Klaudia, mam 16 lat i jestem chora na białaczkę.

czwartek, 1 maja 2014

Wpis 1.

Jest czwartek. Święto pracy więc siedzę w domu. Troszkę nudno. Ale ostatnio wszystko wydaje się nudne. Takie mdłe. Wpadłam w straszną monotonię. Kończę gimnazjum i jest trochę nauki. Nigdy nie byłam jakoś specjalnie lubiana w szkole. Zawsze byłam gdzieś tam z tyłu. Za innymi. Starałam się zbytnio nie wychylać, żeby nie oberwać. Teraz staram się wychodzić na wierzch.
   Mam wspaniałych przyjaciół. Wiem, że mogę na nich liczyć. Najbardziej chyba kocham Darię. Jest naprawdę super. Śliczna, wysoka, wysportowana i mądra. Poznałyśmy się przypadkiem. Ja jednak myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Mimo, iż podobno to ja jestem ta mądra, to wiele się od niej uczę. Mam też Klaudię. Super laska swoją drogą. Obie jesteśmy uzależnione od opowiadań fanfiction. Cały czas o nich gadamy. Darię to wkurza. Chociaż ostatnio mam wrażenie że trochę się do nas upodabnia. 
Tak w ogóle mam na imię Klaudia i mam 16 lat. Lubię matmę i muzykę. Jestem belieberką. 

Od około 2 miesięcy moje życie i podejście do niego się trochę zmieniło. Nawet bardzo. Mam naście lat a czuję się jakby niedawno stuknęła mi czterdziecha. Praktycznie cały wolny czas spędzam w domu. Rzadko kiedy wychodzę ze znajomymi. Już nie za bardzo mogę. A może po prostu nie chcę? Nie mam pojęcia. W każdym razie moje życie towarzyskie sięga dna. Niektórzy znajomi zerwali kontakt. I to akurat ci, których bardzo sobie ceniłam. Teraz mam tylko kilkoro znajomych i przyjaciół, z którymi mogę pogadać i powierzyć tajemnice. 

Na chwilę obecną nie boję się o to co będzie. Staram się żyć chwila obecną. W ten sposób zapominam o strachu.